drops-1715832_1280

Dźwięk złotej harfy

Z zamku owitego szarą mgłą uciekał każdy, kto tylko zdołał. Niestety, niewielu się udało.
Jednym ze szczęśliwców okazał się książę Lian z sąsiedniego królestwa, przyjaciel rodziny królewskiej i oblubieniec księżniczki Zoi, który tego dnia był jednym z gości na przyjęciu urodzinowym swojej ukochanej. Zanim jednak wydostał się z zamku, próbował znaleźć Zoję i jej rodziców, ale ci zniknęli, rozpłynęli się w gęstej lodowatej mgle, a on sam jakimś cudem znalazł się poza zamkiem, na skraju lasu…
Biały smukły koń ze srebrzystą grzywą stał spokojnie przywiązany do drzewa. Kilka kroków dalej na ściółce leśnej, między paprociami leżał oparty o pień drzewa książę Lian. Próbował odtworzyć zdarzenia, które się rozegrały, ale wszystko w jego głowie było mgłą, szarą mgłą. Pamiętał jedynie, że zdołał odebrać od znanego lutnika harfę , którą zamówił w prezencie dla Zoi i tylko ten obraz pojawiał się w jego głowie. Zapadał zmrok, zrobiło się zimno, więc Lian postanowił rozpalić ognisko. Usiadł blisko paleniska i zaczął wpatrywać się w ogień, jakby w nim próbował znaleźć rozwiązanie całej tej sytuacji. Nagle, jakby z płomieni, wyłoniła się postać pięknej kobiety o kruczoczarnych włosach, ubranej w białe szaty. Postać była tak zwiewna i delikatna, że gdyby chciał jej dotknąć, to pewnie rozwiałaby się i odleciała razem z wiatrem.
A za kolejną chwilę wokół ogniska pojawiło się kilka elfów, które zanim usiadły, dyskutowały żywiołowo w sobie znanym tylko języku. W końcu zamilkły, zaś postać kobiety uniosła się
znad ogniska i stanęła w oddali, tak że widać było tylko jej cień.
– Co was tu sprowadza? – zapytał Lian.
– Twój płacz i krzyk. Choć nie pokazujesz rozpaczy, to wiemy, że ona jest w tobie… no i królestwo Zoi…
– A ta kobieta, która wyszła z płomieni? – pytał dalej.
– To twój przewodnik.
– Dlaczego się odsunęła?
– Nie może z tobą rozmawiać, ale może ci wskazać drogę i wezwać pomoc.
– Więc to ona was tu sprowadziła?
-W rzeczy samej – uśmiechnął się jeden z nich. Choć już cały świat huczy, co się stało w królestwie Złotego Gaju.
– To wy wiecie, co się stało?
– Poniekąd – odrzekł najbardziej gadatliwy elf.
– Powiedz, nie zwlekaj – prosił błagalnie Lian.
– Ależ bardzo proszę – elf rozpoczął swoją opowieść – Matka Zoi, królowa Wien, pochodzi z bardzo starego rodu Świetlistej Góry. Dawno temu, bardzo dawno temu, ród ten rozproszył się po całej Ziemi, zapominając o swoim królestwie, znajdującym się na Biegunie Północnym, które sercem i dobrą ręką panowało nad całą Ziemią. To, że się rozprzestrzenili, było konieczne, ponieważ warunki do życia w królestwie z dnia na dzień coraz bardziej się pogarszały i członkowie rodu musieli poszukiwać nowych miejsc do osiedlenia i zamieszkania. Niestety, wraz z oddalaniem się od swojego królestwa zapominali o tym, dlaczego i po co wędrują po świecie. Jednak co jakiś czas, w każdym zakątku ziemi, gdzie byli członkowie rodu, pojawiali się wśród nich mędrcy, którzy
w różny sposób starali się im przypomnieć, kim są i jak mogą powrócić do swojej chwały.


Wiadomo też było, że jeśli zostanie już tylko jeden człowiek z tego rodu, a nie dojdzie do zachowania ciągłości plemienia, szara lodowata mgła spowije tę osobę, jej najbliższych i całe królestwo, ale na tym nie koniec – szarości obejmą całą Ziemię. To co się teraz stało, to tylko ostrzeżenie, ale jeśli nic nie zrobimy, to cały świat zostanie przysłonięty i stanie się światem niewidzialnym. Jednak co dzieje się za tą mgłą, tego już nie wie nikt. Wiadomo zaś, że można wszystko odwrócić, a my wiemy, jak tego dokonać, póki jest jeszcze czas, choć zostało go niewiele.
Zoja jest ostatnim członkiem rodu, a ty jesteś jedyny, który może odwrócić bieg zdarzeń.
Zimny dreszcz przeszył Liana.
– Co mogę zrobić? – zapytał.
– Najpierw musisz odnaleźć złotą harfę. Nie bez powodu zleciłeś jej wykonanie lutnikowi. Lutnik, to jeden z mędrców, który całe swoje życie czekał na kogoś, kto zgłosi się do niego z tą właśnie prośbą. Stworzył on wspaniałą harfę, idealną do tego zadania. Musisz odbyć podróż, która będzie trudna i mozolna, a jej celem jest Świetlista Góra. Gdy już tam dotrzesz, wręczysz harfę jasnowłosej dziewczynie, a ona jej dźwiękiem pobudzi świat do życia. W czasie podróży przeżyjesz wiele przygód, ale i napotkasz na wiele przeszkód. Przejdziesz kilka królestw: Królestwo Czarnych Wilków, Królestwo Kolorowych Ptaków, Królestwo Boa, Królestwo Różanego Drzewa. W każdym z tych miejsc spotkasz kogoś, kto wskaże ci drogę, choć znajdą się i tacy, którzy podstępnie będą chcieli cię zwieść. Dopiero w Królestwie Różanego Drzewa odetchniesz, ale i tu nie będzie łatwo. U celu swej wędrówki, czyli w Królestwie Świetlistej Góry, zanim znajdziesz Jasnowłosą, będziesz musiał przepłynąć morze na krze, która doprowadzi cię do lodowej groty. Ta droga to zmierzenie się z naturą, musisz wówczas czujnie obserwować przyrodę, słuchać jej i podążać za jej wskazówkami, które nie dla wszystkich są zauważalne. Teraz odpocznij, a o świcie udamy się do lutnika, być może wie, co stało się z harfą, i czy w ogóle ocalała.
Wczesnym rankiem o wschodzie słońca przy Lianie pojawiły się elfy. Okrzykami postawiły księcia na równe nogi.
– Rany, co za hałas? Wszyscy muszą słyszeć, że budzicie księcia? – powiedział niezbyt zadowolony książę – Już wstaję, już!
Gadatliwy elf zaczął z kolei pouczać Liana o przygotowaniach do podróży. Po pierwsze, musisz zmienić ubranie na bardziej skromne, koniecznie wziąć zapas wody i jedzenia, choć i tak po drodze spotkasz dobrych ludzi, którzy ci pomogą, ale najpierw chodźmy po harfę. Lutnik mieszkał z dala od zamku. Podeszli pod jego dom. Wokół panowała cisza, słychać było tylko stukanie kopyt konia Liana. Zatrzymali się. Drzwi domu lekko się uchyliły i wyszedł lutnik z ogromną skórzaną torbą,
z której wystawała złota harfa. Mężczyzna zwrócił się do przybyłych:
– Dwa białe orły uchwyciły harfę w ostatniej chwili i przyniosły ją do mnie. Macie szczęście – uśmiechnął się tajemniczo, po czym zwrócił się do księcia:
– Strzeż harfy i nigdy nie przyznawaj się do tego, co ze sobą wieziesz. Jeśli ktoś cię zapyta, zawsze odpowiadaj, że wieziesz dary królowej. W jakimkolwiek królestwie nie będziesz, nikt nie będzie miał odwagi ruszyć darów królowej. Mogą cię zwieść słowem, odwieść od celu wyprawy, ale nie mogą odebrać darów królowej. I pamiętaj, kieruj się zawsze na północ.
Książę podziękował, pożegnał się ze wszystkimi i wyruszył w drogę. Z dala jeszcze usłyszał tylko elfy, które zapewniły go, że zawsze przy nim będą; będzie mu towarzyszył również jego przewodnik, ale książę musi zdać się na samego siebie.

Po kilku dniach podróży Lian dotarł do Królestwa Czarnych Wilków. Po dwóch stronach bramy stało dwóch strażników ubranych w wilcze skóry z głowami wilków na skroniach. Ku jego zaskoczeniu strażnicy nie zatrzymali go, wjechał do królestwa bez przeszkód, tak jakby mieszkańcy tej krainy spodziewali się go. W środku na wiecu było pusto, ani żywego ducha. Zza fontanny, która stała po środku, wynurzyła się postać mężczyzny w szarym płaszczu z kapturem.
– Możesz napoić konia, wziąć zapas wody i jedzenia i natychmiast wyjeżdżaj.
– Tylko tyle? – spytał książę – Myślałem…
Nie dokończył jednak, bo wtem na wiec wjechało kilku jeźdźców z głowami wilków na skroniach.
– Zapraszamy na zamek, przybyszu – głośno krzyknęli chórem.
Zsiedli z koni, pomogli zsiąść Lianowi. Ten nie protestował i podążył za gospodarzami. Pierwszy prowadził tutejszy książę o imieniu Wik. Krętymi schodami doszli do ogromnej komnaty, gdzie stały suto zastawione stoły. Zasiedli z okrzykami i zaczęli rozkoszować się jedzeniem i piciem. Książę Wik poprosił Liana na stronę.
– Chcę ci coś pokazać – rzekł.
Weszli do drugiej komnaty. Książę zamarł, bo zobaczył księżniczkę Zoję siedzącą na ogromnym krześle, czytającą książkę. W sercu poczuł radość, ale coś go powstrzymało przed tym, żeby się zbliżyć. W ostatniej chwili zauważył wilczy pierścień na dłoni młodej kobiety.
W momencie gdy go zauważył, jej twarz zaczęła zamieniać się w wilka z ogromnymi kłami. Wszystko zaczęło znikać, a Lian znalazł się na drodze w gęstym lesie. Odetchnął. Za jednym z drzew ujrzał głowę elfa, który jednak szybko zniknął. Sprawdził mech na drzewach i skierował się na północ.

Lian jechał już chyba kilka dni, był senny, głowa osuwała mu się na ramię. Nagle nad głową usłyszał przeraźliwy hałas i trzepot ogromnych ptaków. Błyskawicznie pobudziły jego siły witalne. A więc jestem w Królestwie Kolorowych Ptaków – pomyślał. Nie było tu żadnego zamku, za to mnóstwo przeróżnych kolorowych ptaków, mniejsze, większe, gadatliwe, mniej gadatliwe, skrzeczące, śpiewające. Zauważył również wokół siebie niezliczoną ilość kolorowych drzew i kwiatów. Po chwili podleciał do niego ogromny biały ptak, który wyglądał na przywódcę.
– Zsiądź z konia, wędrowcze, i przesiądź się na mój grzbiet, pokażę ci nasze królestwo-zaproponował ptak.
Lian dał się ponieść tej niecodziennej przygodzie. Góry, pola, lasy, łąki z tej wysokości wyglądały tak malowniczo, że aż dech zapierało. Na koronach drzew i na skałach dostojnie prezentowały się gniazda ptasich rodzin. Część była uwita tradycyjnie z gałęzi, a inne miały wiszące dachy z kwiatów, kolorowych, świeżych kwiatów. Zrobili jeszcze dwa okrążenia i wylądowali na jednej ze skał.
– Jestem Biały Wiatr – powiedział ptak – Mówiono nam, że przybędzie książę, a ty na niego nie wyglądasz – kontynuował – To dziwne, bo tak po prostu nie każdy może zobaczyć naszą krainę. Lian milczał.
– Co masz w tej wielkiej torbie? – spytał Biały Wiatr.
– Dary królowej – odparł książę.
– Dary królowej powiadasz, hmmm… – zadumał się ptak. Wiesz, poszukujemy zguby, złotej harfy. Dawniej odbywały się w naszej krainie wielkie koncerty. Nasza Biała Dama grała na harfie, a chór ptaków śpiewał przy jej akompaniamencie… – snuł swoją opowieść Biały Wiatr.

Lian był pod tak wielkim wrażeniem tych opowieści i tych widoków, że o mały włos zapomniałby, dokąd i po co zmierza. W porę ocknął się i stanowczo poprosił, aby ptak sprowadził go na ziemię i pozwolił odjechać. Biały Wiatr obruszył się, ale mimo to posłuchał Liana.

Nagle pojawiła się wielka kolorowa trąba powietrzna i książę znów znalazł się na drodze w ciemnym gęstym lesie. Lian uświadomił sobie, że wciąż podróżuje, a znajduje się w tym samym miejscu i znowu zobaczył uśmiechniętą twarz elfa, który tak samo jak poprzednio po chwili zniknął. Nieco zniechęcony młodzieniec wyruszył dalej. Nagle jego koń zaczął wierzgać, stanął na tylnych nogach i Lian runął na ziemię. Gdy tak leżał, ujrzał syczącego węża, który powoli zbliżał się do jego twarzy.
– Witaj przyjacielu – zasyczał wąż.
– Witaj – odparł książę – Pomożesz mi się podnieść? – z przejęciem poprosił węża.
– Owszem, ale wiedz, że ty sam możesz sobie pomóc.
– Jak? – zapytał zdziwiony książę.
– Pomyśl! – zachęcał intrygująco wąż.
Lian nie wiedział, co począć. Leżał bez ruchu i nic nie przychodziło mu do głowy. Zamknął oczy i ujrzał Zoję, która zapytała go ciepłym głosem:
– Lian, nie wiesz co zrobić?
Serce zabiło mu tak mocno, że omalże nie wyskoczyło z piersi. Poczuł ciepło, które promieniało i falami rozprzestrzeniało się dookoła. Lian unosił się w powietrzu, jakby pływał na wodzie, po czym usiadł swobodnie, wstał i wsiadł na swojego konia.

I znowu ciemny gęsty las, droga i uśmiechnięty elfik… Lian poczuł piękny zapach i podążył za nim. Był już w Królestwie Różanego Drzewa. Ujrzał różane krzewy, a za chwilę ukazało mu się piękne monumentalne Drzewo Różane.
– Podejdź bliżej, wędrowcze. Wiem, z czym przybywasz i dokąd zmierzasz… Posłuchaj uważnie – zbierzesz tyle róż, ile zdołasz. Gdy już dotrzesz do celu swojej podróży, całą grotę obsypiesz różami. Tylko wtedy Jasnowłosa wyjdzie z ukrycia. Dziewczyna bardzo dobrze zna ten zapach, który ją przyciągnie, a dalej już wiesz, co masz robić. Przekażesz jej to, co masz do przekazania…
Lian zabrał się do zbierania róż. Ten aromat tak go odurzył, że nie wiedział, jak znalazł się
w zapowiadanym przez elfy miejscu. Otaczały go lodowate skały. Rozejrzał się. Bacznie wypatrywał wskazówek. Podpłynęły dwie foki z krą, na którą wszedł. Foki odpłynęły, a on poczuł prądy, raz ciepłe, raz zimne, które jak żagiel pokazywały kierunek płynięcia.
– Jest grota! – krzyknął uradowany.
Pospiesznie zaczął rozsypywać płatki różane. Gdy już kończył, ujrzał powoli wychodzącą
z lodowej ciemności postać kobiety. Schylając się do torby, aby wyjąć harfę, nie spostrzegł, że piękna dziewczyna stoi tuż obok niego. Podniósł głowę.
– Zoja! – krzyknął uradowany – Zoja to ty!
Jasnowłosa usiadła na brzegu lodowej skały, ujęła w dłonie harfę i zaczęła grać. Dźwięk delikatnych strun niósł się przez cały świat, a świat został oczarowany melodią pięknych serc…

I znów Lian znalazł się w ciemnym gęstym lesie. Już nie widział uśmiechniętego elfa, ale teraz już nie był sam…

Zoja i Lian powrócili do królestwa.

Monika Hebda

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.