dandelion-5048825_1280

Słońce i skała. Cz. 3

Tego ranka bardzo padało. Deszcz silnymi strumieniami uderzał miarowo w dach domu, aż czasami wydawało się, że ktoś usilnie stuka, aby mu otworzyć…Lubomir wyjrzał przez okno i z zadowoleniem spojrzał, jak wielkie krople zraszają ziemię. Nie było suszy, a jednak roślinki potrzebowały nasycić się życiodajną wodą…
W taką pogodę, zaraz po śniadaniu, postanowił odwieź dziewczynki do szkoły. W drodze planowali, jak spędzą wieczór. Karina brała udział w szkolnym przedstawieniu, zaproponowała pokaz fragmentu spektaklu. Lilia natomiast, wysiadając z samochodu, pozostawiła, w małym zawiniątku, wiadomość dla taty…Lubomir lekko roztargniony zapomniał o nim…myślami bowiem już był na skraju lasu..

W deszczowym obszernym płaszczu z kapturem zbliżał się do lasu. Ulewa powoli zamieniała się w mżawkę, ale mimo to widoczność była ograniczona… Gdy już był prawie na miejscu, usłyszał głos – wejdź…i nagle poczuł, jak jakaś siła przeniosła go ze skraju lasu do jego samego środka, dookoła były same drzewa i żadnej ścieżki…Zrobiło się nie przyjemnie, szaro, czarno… Drzewa straciły gdzieś liście, a drzewa iglaste, igły…widok był, jak po przejściu huraganu, albo jakiejś nawałnicy… Usłyszał – wracaj! Wracaj szybko! Ogarnęło go przerażenie…nie wiedział, w którą stronę się udać…uświadomił sobie, że to nie był głos, który już znał…zamknął oczy, wziął głęboki oddech…poczuł, jak rośnie w siłę …zrobiło się ciepło…otworzył oczy.
Siedział na skraju lasu, w znanym mu miejscu, obok leżał jego płaszcz…Spojrzał na pole, na łąkę z kwiatami…ciepło, było bardzo ciepło, deszcz już dawno przestał padać, a promienie słońca odbijały się od zroszonej ziemi…
Witaj! – usłyszał. Ten głos znał. Chciał coś powiedzieć, ale głos kontynuował – szedłeś tu z pytaniem i dostałeś odpowiedź. Bez zastanowienia wszedłeś za głosem, który tak naprawdę nie jest ci obcy, ale zwodniczy…Komu zaufałeś? Gdzie się znalazłeś? Czym się kierowałeś?
Rozmowy z tobą, to same zagadki – odparł. Tak – ty jesteś jedną wielką zagadką. Człowiek. Ludzkość, to największa zagadka.
Rozwikłanie jej nie należy do łatwych, ale możliwych…”czytaj” z uwagą wskazówki…
Twoja córka zostawiła dla ciebie wiadomość, zawiniątko na siedzeniu w twoim samochodzie.
Zajrzyj do niej…
Lekki wiatr uniósł listki i płatki kwiatów, dookoła rozsiewając bezgraniczną świeżość po ulewnym deszczu, który zmył kurz i pył z ziemi…
Do zobaczenia zatem!

Lubomir podniósł się, zabrał swój płaszcz, przewiesił przez ramię i skierował swoje kroki w stronę domu. Nie spieszył się, choć ciekaw był wiadomości od córki. Jednak to przeżycie bardzo, ale to bardzo spowolniło jego ruchy…
Dotarł wreszcie pod dom. Otworzył drzwi samochodu, wziął zawiniątko i zaczął je odpakowywać.
W nim była zwinięta karta papieru, cała w kolorowych rysunkach. Był też rebus. Uśmiechnął się – i pomyślał – znowu zagadka.


W [namalowane oczy] + O [namalowany portret] Y, + [namalowane uszy] M [namalowana chmurka z literkami] I

Widzę obrazy, słyszę myśli!

I rysunek z wiatrem, od którego uginają się gałęzie drzew…i podpis:

A Duch przenika wszystko!

Lilia i Karina już dawno wróciły do domu. Lilia wyszła przed dom i podeszła do taty ze słonecznym uśmiechem. Spojrzeli na siebie, słowa były zbędne… Objął ją swoim barczystym ramieniem i weszli do domu, gdzie czekała na nich Karina z kolacją i ze swoim debiutanckim przedstawieniem.

Rodziła się w nim ciekawość dziecka i nie mógł się doczekać jutrzejszego spotkania…

Monika Hebda

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.