Odkryj Siebie.
O przenikaniu się światów

Monika Hebda

Opowieść o świadomości

 Zanim przyszło uświadomienie.

      Budziłam się każdego ranka myśląc, że świat jest mi przychylny, że moje usposobienie wystarczy, aby żyć szczęśliwie i cieszyć się życiem. Miałam taki swój mały kodeks wewnętrzny i trzymałam się go, ale do czasu… bo świat zewnętrzny zaczął kusić i łamać przyświecające idee… i złamałam swój kodeks i Wszechświat przestał mi być przychylny, ale czy rzeczywiście mało przychylny?! Czy może dawał to, co chciałam… chciałam nie będąc świadoma oczywiście swoich myśli i ich mocy… więc dostawałam, to co dostawałam…
Nie słuchałam swojego głosu wewnętrznego, swojej intuicji, która zawsze była rozbudzona i zawsze właściwie doradzała, i zawsze była gotowa do pomocy, ale ja wybierałam inaczej. Czy dobrze, czy źle? Nie. To nie w tym rzecz. Akurat takie myślenie i taki podział dzieli świat… Chodzi o to, żeby zrozumieć, jak daleko oddalamy się od prawdy i jak daleko upadamy od samych siebie… Nie będę teraz wnikać, jakie były ku temu powody… Zawsze, ale to zawsze czynnikiem naprowadzającym i zwodniczym jest pragnienie…ale też pouczającym… a ja wybierałam, tak a nie inaczej, bo strach przed odrzuceniem był silniejszy…
Ten czas, choć równie znaczący i bolesny, nie był jeszcze kluczowym, jeśli w ogóle można tak to powiedzieć, bo dla mnie, patrząc już z innej perspektywy, każda chwila jest i ważna, i wyjątkowa, i szczególna, a dzieciństwo, które wywiera najsilniejszy wpływ na nasze dorosłe życie, prawie każdy miał traumatyczne, kiedy to wszystkie nasze talenty i zdolności sukcesywnie były tłumione, zwłaszcza te najsubtelniejsze i niezrozumiałe dla otoczenia…

      I po wielu, wielu latach przyszedł czas na podsumowanie, odrobienie lekcji i czas wielkich prób, poważnych chorób, porażek zawodowych i rodzinnych. I w ogóle zapaść we wszelkiego rodzaju relacjach… i nieoczekiwane spotkania, z wolna odsłaniającą się tajemnicą natury człowieka, jego wielowymiarowością i przenikaniem się światów widzialnych i niewidzialnych. Przyszedł moment zmierzenia się samej ze sobą…
W tym chaosie z jednej strony bolesnych zdarzeń , z drugiej zaś odkrywczych i fascynujących, pojawiło się nieznane mi dotąd odczucie i inne postrzeganie znanej mi rzeczywistości… nie bardzo wiedziałam w czym rzecz… poza tym, że była to moc i przekonanie, że mogę wszystko…
Budziło się we mnie poczucie, że to, co dzieje się wokół mnie nie jest prawdziwe… (!?)
Oczywiście ten proces trwał kilka lat. Wszystko musi mieć podatny grunt, żyzną glebę, aby się narodzić i zaistnieć. Powoli siła wewnętrzna, której poddałam się bezwarunkowo rodziła się… i była, jak nieposkromiony wiatr; unosiła mnie i unosiła, i dodawała skrzydeł, aż do chwili, kiedy to, choć nie tak szybko, nagle ni stąd ni zowąd ktoś, a może coś zaczęło mi te skrzydła podcinać; ktoś przywiązał do mojej stopy cieniutką niteczkę i zaczął ściągać w dół, choć nie tak szybko…(!)
Weszłam w kolejną dramatyczną fazę, w kolejną scenę z mojego filmu pt. „moje życie”… i oniemiałam… kto ten scenariusz napisał… Cały dotychczasowy, niby, poukładany świat stanął przede mną do góry nogami… a tak naprawdę runął…
W tym, co się stało mogę zawrzeć niemalże wszystko, co spotyka większość ludzi na przestrzeni nie tylko jednego życia, ale i na przestrzeni wieków…
Ten wir nieoczekiwanych zdarzeń i sytuacji na początku nie pozwolił mi na podejmowanie racjonalnych i przemyślanych ruchów. Jednak po niedługim czasie umysł został zmuszony do działań, nie tyle racjonalnych, ale też szybkich, zdecydowanych, a co najważniejsze skutecznych. Wyostrzone zmysły dawały możliwość retrospekcji i… podejmowania kroków, które powoli wyzwalały mnie z zaistniałych okoliczności…
I cóż, nie znając wówczas jeszcze praw Wszechświata, a jedynie mając rozbudzoną intuicję, nauczyłam się panowania nad emocjami i myślami, bo do tego zadania nieodzowne było opanowanie wszystkich zmysłów i pobudzenie tych uśpionych, które ujawniają się po poradzeniu sobie i poznaniu siebie w tej wersji, w której właśnie się przejawiliśmy…
Przeszłam kolejny etap… za mną pozostały zgliszcza, absolutne nic… A to co pozostało, to jedynie zapis informacji o zdobytych doświadczeniach, nie tak łatwo jednak przetransformowanych, a przede mną już wyłaniały się nowe wyzwania…

Uświadomienie

      Ta droga nie ma ani początku ani końca. To jest życie i świadome przezeń kroczenie, albo uśpione, bezwolne, bez żadnego celu podążanie. A jak już poddajesz się temu nurtowi rzeki zwanym życiem świadomie, to trzeba być uważnym, aby nie spocząć na laurach i nie zachłysnąć się chwilową ekstazą. Drogi nie widać. Jak się uważnie rozejrzymy, to przed nami i wokół nas raczej zawsze mamy niezliczoną ilość drzwi, a do każdych z nich, to właśnie my dzierżymy klucz w naszych dłoniach…
Po tych wszystkich wydarzeniach stanęłam wreszcie przed wyborem… Całe mnóstwo drzwi… wybór wcale nie był łatwy, wszystko zależy od naszych doświadczeń i uwarunkowań, które to warunkują nasze decyzje… na ile z tego wszystkiego się oczyściliśmy i na ile jest to tylko zapis informacji, a nie jeszcze jej wpływ na nasze życie…
Podeszłam do tych najbardziej „milczących”, niepozornych i najmniej widocznych, delikatnych, jak mgiełka… bo potrzebowałam spokoju i wyciszenia…
Otworzyłam właśnie te drzwi, a tu zastałam ukojenie, ciszę, światło i błogość…
Często mówię o „wypuszczaniu tego świata z rąk”. Tak, to metafora, mentalne przeobrażenie, transformacja i wyzwolenie się spod jakichkolwiek wpływów zniewolonego umysłu… i tak się właśnie wówczas poczułam…

      Wciąż się uczę, badam i poznaję, bo tak jak już wspomniałam ta nauka nie ma końca. Jest równie nieograniczona, jak cały Wszechświat.. ale… mogę już dzielić się tym, co jest w moim zasięgu i wesprzeć innych w procesie przemiany wewnętrznej, jak i poszerzaniu swojej świadomości, a co za tym idzie, zdolności postrzegania rzeczy, jakimi są, a nie jakimi wydają nam się, że są… bo to jest właśnie istotą rzeczy…
Widzisz i wiesz w zależności od tego ile światła wpuścisz w siebie i ile wypływa z ciebie.
Nie ma lepszej nauki i jasności zrozumienia, niż ta wyniesiona z własnych doświadczeń. Odkrywa drzemiącą w nas siłę życiową i naszą prawdziwą naturę. Daje poczucie kim naprawdę jesteśmy i czym jest dla nas życie.

Monika

Dlaczego nie robimy tego, co jest dla nas dobre?

Poznaj Samego Siebie

          Wielu autorów starożytnych podjęło się interpretacji słynnego napisu „poznaj samego siebie”.
Jednym z nich był grecki historyk Diodor Sycylijski, dla którego „poznanie siebie”, znaczyło ni mnie ni
więcej, jak „stanie się rozumnym”. Nie we własnym mniemaniu oczywiście a w obiektywnym
postrzeganiu rzeczywistości. Zarówno w dialogach Platona w Charmidesie, postać Sokratesa w Apologii
oraz definicja w Teajtecie mówiąca o „upodobnieniu się do boga”, formułuje i tłumaczy poznanie siebie,
jako „stanie się sprawiedliwym i świętym wraz ze zrozumieniem”.
Stoicy z kolei łączą napis na świątyni delfickiej z Sokratesem i jego wezwaniem do „troszczenia się o
samych siebie”, czyli doskonalenia własnej duszy. Definiują napis, jako „zdolność odróżniania tego, co
szkodliwe, od tego, co zbawienne”.

Z niefilozoficznego rozumienia „poznaj samego siebie” uwaga głównie skupiona jest na poznaniu swoich
indywidualnych zdolności, cech charakteru, sytuacji życiowej, pozycji społecznej, etc.. To współczesne
podejście do samopoznania.

Postaram się przybliżyć zgoła inną perspektywę poznania, pokonując barierę ignorancji i wsłuchując się
w głębie i źródło swojego istnienia.

Dzięki codziennej praktyce, badaniu przestrzeni, którą każdy jest, można samodzielnie dokonać
niemożliwego i być drogą swojego poznania.

Jeśli zadasz sobie pytanie, kim jestem (?), to czy w istocie wiesz kim jesteś? Osobowość bez
zastanowienia odpowie, na podstawie oczekiwań, uwarunkowań, wzorców, poglądów i przekonań. Myśli,
że wie. To jednak jest bardzo subiektywne postrzeganie siebie. Czy jest prawdziwe? Jak dowiedzieć się
prawdy? Jak poznać siebie?

Są na to sposoby. Jednym ze sposobów prawdziwego poznania jest przyznanie i zrozumienie, że nie wiesz
kim jesteś. Ale do tego potrzebne nam jest przyjęcie radykalnej postawy pokory.
Pokory uznającej swoją ignorancję, że naprawdę nie wiesz kim jesteś, choć myślisz, że wiesz. To nie jest
łatwe do zrozumienia.

Uważność i obserwacja jest tym, co jest pomocne w badaniu i rozpoznawaniu siebie. Obserwowanie
siebie chłodnym okiem, jak zupełnie obcej osoby jest kluczem i pierwszym krokiem samopoznania.
Spróbujmy zadać sobie, zwłaszcza te niełatwe pytania…
Kim jest ta osobowość, co mówi, jaki to typ osobowości, jak reaguje emocjonalnie? Co sprawia, że czuje
się silniejsza, albo słabsza, czego się wstydzi, a kiedy jest pewna siebie. Czego się boi? Kiedy chce
zaimponować? Jak jest postrzegana? Jako egocentryk? Czym jest zainteresowana? I dlaczego nie chce
robić tego, co jest dla niej dobre?

A gdy powoli odkrywamy, kim jesteśmy, zwłaszcza te mroczne części siebie, wtedy dopiero odkrywa się
ten nasz najwspanialszy potencjał.
Powoli zdajemy sobie sprawę z tego, co moglibyśmy zrobić, co byłoby lepsze i w końcu podejmujemy
coraz większe wyzwania i wreszcie bierzemy odpowiedzialność za siebie.

Tej drodze towarzyszy smutek i wyobcowanie, ale jeśli towarzyszy jej odwaga i staje się pasją poznania,
to w końcu odczuwa się piękno i sens swojego poznania i sens swojego istnienia jednocześnie.

Odkryj Światło w Sobie.

          Gdy stajemy w obliczu prawdy płynącej z głębi, to mimo świadomości i poczucia, dokąd
doprowadził mnie wewnętrzny głos nie jesteśmy w stanie podzielić się tym światem. Jest to wręcz
niemożliwe posługując się słowami nam znanymi.

Źródłowe treści, które pasmami pojawiają się w sercu naszego istnienia są nie do wytłumaczenia.
Czy w całej tej płynącej mądrości milczymy, czy też pozwolimy myśli by płynęły w naturalnym rytmie,
by płynęły tylko te, które właśnie w tej chwili są nam niezbędne, to i tak czystej idei nie przekażemy, bo
ta czysta idea nie zawiera myśli.

Droga smutku i wyobcowania?!

Wyobrażałam sobie, jak można przekazać to, jak ta droga w ogóle wygląda. Czy ta droga jest jedna, ale
nie dla każdego taka sama? Może jest wyzwoleniem, a może jest wyrzeczeniem.
Wyobrażałam sobie, jak przemierzam światy nie jednego życia. Pojawiał się strach i wątpliwości, ale
zawsze, gdzieś z głębi pojawiał się cichy głos wzywający do przebudzenia.

Czy ta głęboko ukryta mądrość z uniwersalnymi prawdami wskazuje na kolejny krok poznania?

Czasami znajdujemy zewnętrzną wskazówkę, która jest inspiracją do dalszej drogi. I tak dowiaduję się o
starożytnej Księdze Złotych Zasad, która przedstawia mapę poruszania się po labiryncie Najwyższej
Jaźni. W niej pojawiają się trzy święte komnaty – Ignorancji, Wiedzy, Mądrości.
Dusza poszukująca prawdy musi przejść przez każdą z nich.

W świecie niewiedzy, w komnacie ignorancji dusza jest zaciemniona iluzją. Nasza prawdziwa natura jest
uśpiona. Świat materialny, przywiązania, fałszywe założenia, błędne przekonania i chwilowe
przyjemności nie pozwalają na dotknięcie głębszej prawdy.
Dopiero w kolejnym kroku naszego poznania, a co za tym idzie zmiany postrzegania rzeczywistości,
dusza zaczyna przebijać zasłonę ignorancji. Zaczyna przebijać się prawda, która nie zawsze jest wygodna.
Tu są rzucane wyzwania i tu każdy konfrontuje się ze swoimi lękami. I gdy stajemy się wolni od fałszu,
od tego wszystkiego co jest nam znane, odkrywamy nieskończoność i wieczność w sobie, Światło
Mądrości, królestwo wszechwiedzy.

          A świat zewnętrzny nieprzerwanie odciąga nas od prawdy i poznania.
Umysł trzyma się iluzji, rozproszeń i ulotnych pragnień, które nas powstrzymują od postrzegania
głębszej prawdy, prawdy istnienia.
Milowym krokiem poznania jest puszczenie zgiełku zmysłów, puszczenie historii,
które sami sobie o sobie opowiadamy i puszczenie strachu przed tym, co możemy znaleźć poza tym
wszystkim nam znanym.
Boimy się ciszy (?!), która wymaga cierpliwości, odwagi i zaufania. Tu nie chodzi o wycofanie się z
życia, a właśnie głębsze zaangażowanie się w nie. To wtedy budzi się w nas prawda o tym, kim w
rzeczywistości jesteśmy. I w końcu odkrywamy Światło w Sobie.

Monika Hebda

Międzywymiarowa komunikacja z Wszechświatem

Od zarania dziejów znane były wtajemniczonym święte znaki..
Niezwykle istotne jest, aby zdać sobie sprawę z tego, że wszystkie znaki i symbole zostają odkryte najpierw w królestwie Ducha i mają potężną moc.
🤍Duch – Rzeczywistość. I ta Rzeczywistość, to JESTEM, jest skarbnicą niezwykłej wiedzy.
Jednak nie da się tych informacji i pełnej wiedzy przełożyć na język ludzki. Choć czasami informacje, obrazy, sygnały, które otrzymujemy wydają się być z zbliżone do tego co już znamy, to mimo to nie są jednym i tym samym.
Każdy powinien stworzyć, odkryć własne obrazy, symbole i znaki, i każdy powinien samodzielnie rozpoznać ich znaczenie.
🤍Tak powstaje Mapa do Wspaniałości. Twoja Mapa, Twoja własna Inspiracja, którą jesteś Ty sam dla Siebie.
Ważny jest sam proces Tworzenia …
🤍To jest opowieść o tym, gdy twoja Dusza najpierw wchodzi w zagęszczenie, a potem przeobraża się w Eter…
Forma poza Formami…
 
Monika Hebda

Rzeczywiste Ja

O wyrażaniu i odczuwaniu Siebie.
O Obecności i widzeniu pozazmysłowym.
Warsztat pogłębiający praktyczną wiedzę o Najwyższej Inteligencji i Jej Obecności w naszym Życiu.
Najbardziej fascynującym wydarzeniem było utworzenie Mapy do Wspaniałości, dzięki której mogliśmy poznać język kosmicznego Ducha, swobodnie poruszać się w przestrzeni Energo informacyjnej i wibracyjnej, jak też rozpoznawać i odczytywać informację w postaci obrazów, wzorów i symboli z własnej przestrzeni.

Dziękuję Joannie, Pani Profesor, która była na ostatnich moich warsztatach.
Jej opis trochę poetycki, trochę filozoficzny, ale niezwykle oddający głębie i procesy, które mają miejsce w trakcie i po warsztatach.

Warsztaty u Moniki. „Mapa do Wspaniałości”, która powinna do mnie przemówić. Przychodzi mi znak graficzny pt. kropka. Ale jest to Szymborskiej „kropka kopytka”, jestem, uwielbiam, wzrusza mnie to. Tylko nie umiem malować ani kropki ani kopytka. Wychodzą mi dziwne kreski, wiem, że to nie to. Wiem, że za płytko zeszłam. Czekam cierpliwie, długo. Pojawia się w mej głowie znak, symbol, litera w kształcie „v”. Nanosi go na obraz tam, gdzie mi się podpowie. Czy to litera, czy górka odwrócona, czy też jeszcze coś, co po francusku oznacza skrót od „czasownik” (verbe)? No tak, interpretuję, zamiast czuć. Ale się tego dopiero uczę.

Potem – channeling z każdą istotą biorącą udział w spotkaniu. Zadajemy pytania. Pierwsze jest moje. Drugie już nie, jakbym nie miała dostępu do własnego myślenia. Kończę pytanie jakby ktoś mi dyktował ciąg dalszy. Ale mam odpowiedź: mam być ptakiem, cokolwiek to znaczy i jakkolwiek to rozumiem.
Pięknie. Zwierzęta mocy odkryłam kilka lat temu. Moje zwierzątko niezbyt się chciało mi ujawnić. Lotne, ale nie ptak. Dobrze więc, myślę, „v’ też wygląda jak ptak. Tak np. odhaczam dobre odpowiedzi u mych uczniów. Jestem skonfundowana, w rozterce pełnej.
Czyli robię mapę myśli z motywem centralnym pt. „ptak” – wolność, śpiew, widzenie z oddali, widzenie skoncentrowane. Nic do mnie nie przemawia.
Dwa dni później zdaję sobie sprawę, że wokół mnie są gołębie. Kiedyś było to jedno z moich zwierząt towarzyszących, które przyszło mi coś powiedzieć. Przyszło w formie smug widzianych skrajem oka. Ale było bardzo rzeczywiste i uparte. Gołąb. Teraz się nie mitygowało, było wszędzie, na rynnie nad moim balkonem, skąd skapnęło dwukrotnie to i owo, na ogrodzeniu u sąsiadki, która kochała zwierzęta, na dachu naprzeciwko. Symbol pokoju. Ale nie wiem, co z tym zrobić, nie składa mi się nic.
Poniedziałek. Jadę do szkoły na francuski i olśniewa mnie, że Francuzi mają dwa pojęcia na gołębia: „pigeon” i „colombe” Sprawdzam etymologię, czyli pochodzenie słowa, i znajduję, że „colombe” oznacza też „esprit de Dieu”, czyli „ducha Boga”.
W sobotę dzwoni moja francuska koleżanka, która mi mówi, że na pewno spodoba mi się „le langage des oiseaux”, czyli tłumacząc literalnie „język ptaków”. Dębieję, bo o języku ptaków nie wiem nic, ale wiem też, że mojej istocie na ptakach zależy. Wcześniej rozmawiamy o moim nowym problemie pt. niezrozumiany przeze mnie termin „pomoc”. Całe moje życie robiłam z tego pojęcia pakunek. Już nie daję rady go nieść. Na ratunek przychodzą słowa: po-moc. Malutki myślnik zmienia wszystko: wysyła po moc. Po-może, bo każdy może. Sam ma moc.
Język ptaków. Trochę jak „Ptasie radio” Tuwima, myślę sobie. Wrzucam pojęcie w youtube. A tam – ukryty język znaków, znaczeń, symboli, dźwięków, gier słownych, podobieństw. Czyli coś, w co się bawię całe dorosłe życie. Ale bawię się, nie zastanawiam się, co to znaczy. W trzech językach. Przestawiam, cuduję, znajduję nowe znaczenia. Na przykład: Now, I know, I won. Ne nie ni n’ignore. T-shirt na czarną kocinę. I inne, czasem złożone z kilku języków.
Na pewno nie o samą zabawę tu chodzi. Pędzę do biblioteki szkolnej po słownik etymologiczny. Žana mi mówi, że słowniki tylko na miejscu. A jednak wypożycza mi ten słownik do końca majowego weekendu. Rozmawiam z Moniką o szkole. Monika mówi, że chodzi o czas kreatywności, odkrywania talentów, uzdolnień. Ja w słowniku – odkrywam wyraz „szkoła”: „Wyraz grec. scholé znaczył ‘odpoczynek, czas wolny’, później ‘zabawianie się dysputą w czasie wolnym od pracy’ […]”.
Czyli wracam do początków, źródeł słów. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Na razie jest ekscytująco. Na plakacie z 1992 roku z wizerunkiem Gombrowicza, który wisi u mnie w sypialni, znajduję kilka „v”.

Mapa do Wspaniałości – Twój wewnętrzny ogród i Ty jako Twoja największa inspiracja

            „Mapa do Wspaniałości”, to idea, zamysł, projekt skierowany do każdego, kto chciałby odkryć, poczuć, dotknąć i zobaczyć rzeczywisty świat swojej własnej głębi. Tworzenie takiej mapy, to akt mądrości świadomego połączenia ze źródłowością samego siebie. Celem samym w sobie jest poczucie, że my sami możemy być dla siebie najlepszą i największą inspiracją.

            Tworzenie takiej mapy, to praca z obrazem, który dostrzegamy w głębi siebie. Obrazem, który przede wszystkim jest na początku dogłębnym odczuciem, zanim zostanie przelany na papier w formie rysunku. W ten sposób rozpoczyna się przepiękny proces w przestrzeni serca obejmujący całe nasze jestestwo. Proces odkrywania swoich własnych głęboko ukrytych potencjałów.

Obrazy tworzą się intuicyjnie, kreując niebywale fantazyjną abstrakcję, czasami zaskakującą, pozornie nic nie mówiącą, ale właśnie to dzięki niej wewnętrznie dokonuje się rozpoznanie i zrozumienie siebie.

            Jeśli bez wahania poddajemy się wewnętrznemu kierownictwu, jak małe dziecko ciekawe świata, wówczas prowadzeni jesteśmy w sposób harmonijny i dla nas bezpieczny, czy to w życiu, czy w naszym umyśle. Tak też dochodzi do integracji świata wewnętrznego ze światem zewnętrznym, a ten stan z kolei uświadamia nas o naszej niezależności i suwerenności.
Przepływ źródłowej informacji w połączeniu z odczuciami temu towarzyszącymi prowadzi głównie to odkrywania schowanych w nas potencjałów. Jednymi z nich są samopozanie i samouzdrawianie. Samouzdrawianie na płaszczyźnie świata fizycznego, świata mentalnego, świata emocjonalnego, psychicznego oraz świata duchowego, a więc w każdym aspekcie naszego życia.

Stworzenie własnej mapy do wspaniałości, to jak zanurzanie się w przestrzenie, gdzie rodzą się gwiazdy, które świecą w ciemności, a z czasem rozpoczynają swoją podróż do najdalszych zakątków Wszechświata. Droga w zagęszczenie nie potrzebuje mapy, ale jej przeobrażenie w eter już tak, a wtedy lepiej jest mieć wpływ na ten swój własny proces i przeprowadzić go samodzielnie.

Kluczem do szczęśliwości, czy też tej wspomnianej wspaniałości jest samo korekta, a więc samopoznanie i to najpierw swoich najciemniejszych zakamarków. Jako baczny obserwator swoich myśli i emocji, odkryjesz drogę nie do konkretnego celu, a do niekończącej się wszechpotężnej Obecności. Trzeba wiedzieć, że myśl i uczucia stanowią jedyną i najpotężniejszą moc twórczą we Wszechświecie. Tak powstaje mapa. Paleta barw, bezdźwięcznych dźwięków i niespotykanych kształtów. Na swoją mapę można spojrzeć z góry, albo można przeciskać się w gąszczu, w błocie, w deszczu i pośród nieznanych i zaskakujących okoliczności spotykając i przyciągając różnorakie stwory i istoty przez swoją myśl stworzone. Ta mapa to jak drzewo życzeń. Jak już sobie uświadomisz, co stworzyłeś, to szybko sobie przypomnisz kim naprawdę jesteś.

            Poniżej przestawiony został przykładowy wgląd w sesję, którą przeprowadziłam ostatnio i za zgodą jednego z uczestników mam ogromną przyjemność ją zaprezentować.
Dziękuję Łukaszowi za udostępnienie własnego opisu swoich odczuć i przeżyć, jak również dziękuję za pozwolenie na pokazanie własnych obrazów, które pojawiły się podczas tego procesu.

——————————————————————————————————————-

Pięknie było odczuwać gęstość, fakturę i zapach kolorów.
Inne to doświadczenie dla mnie, za które dziękuję. Łukasz Nowak https://www.facebook.com/luke.nowak.7

Opis:

Już w czasie rozmowy, szeroki rzut na sytuację.

Rama gwiezdnych potencjałów i wiedzy. Otwarta w prawym, górnym rogu. To w tej otwartej przestrzeni, jako kontynuacja znajduje się obraz drugi – moje Ja.

Pomarańczowe struny niosą informacje, siatki świadomości.
Zielone struktury to natura, życie, przejawienie w istnieniu potencjałów i informacji.

Pojemnik ja, istnienie, z kryształu serca obejmującego wszystko, co jest.
Z dołu kosmiczne potencjały podtrzymujące ten pojemnik.
W nim życie, w samym środku wola i pragnienie istnienia.
Na szczycie pasja, radość, ogień realizacji.
A po bokach relacje z innymi istotami.
Zdziwieniem było, że wszystkie są takie same – nie ma ważniejszych, nie ma mniej znaczących, każda jest wnosząca i na równi w otwarciu na istnienie w przepływie.

Moja idea – dom w którym mogę się realizować.
5.ć istot nadających zielone sygnały, to nowo zawiązana rodzina. Niebieskie, to znów kosmiczne idee, punkty to istoty z ich pragnieniami i potrzebami.

Dziękuję.
Monika Hebda

Proces myślowy a trzy stany świadomości

Myśli krążące w naszej głowie zdają się decydować o tym, jak i w jakim świecie żyjemy? Czy tak rzeczywiście jest? Czy w stanie snu pozwalamy im nieświadomie na nas wpływać? Czy stan przebudzenia pozwala na ich kontrolowanie? Czy stan pełnej świadomości to jeszcze myśl, czy już jedynie samo postrzeganie?

      Idea.

      Na początku, w naszej głowie rodzi się idea i w zależności od tego, w jakim stanie świadomości się znajdujemy, tak ją odbieramy i tak ją realizujemy. Przy czym możliwości jej realizacji jest nieskończona ilość. A w stanie pełnej świadomości, bez żadnego wysiłku, realizuje się ona w sposób szybki i doskonały. Natomiast inaczej się ona urzeczywistnia, kiedy jesteśmy w stanie snu, to znaczy, kiedy świadomość jest jeszcze uśpiona, a jeszcze inaczej, kiedy świadomość jest już przebudzona. Czym jest ta idea?
Znaczenie tego słowa można odnaleźć w różnych źródłach, są powszechnie dostępne. Mimo to przytoczę mniej więcej jego definicję: „Słowo to pochodzi z języka greckiego, znaczy widok, wyobrażenie, myśl twórczą, pomysł. W filozofii platońskiej jest określeniem doskonałego bytu duchowego, pierwowzorem wszystkich rzeczy możliwym do poznania za pomocą umysłu”.
Zatem idee są niematerialne, można rzec ulotne i niedotykalne. Poruszają się i przenikają w przestrzeni nieskończonego ducha, który przenika wszystko, a słowa w nim są zbędne.
Wygląda na to, że ktoś lub coś ją inspiruje, a ta inspiracja z kolei wywiera wpływ na naszą świadomość i tak stajemy się twórcami. Ta inspiracja, w zależności od stopnia wewnętrznego spokoju, czystości umysłu, w rzeczy samej, oświeca ducha ludzkiego. I wygląda też na to, że ten aspekt odbywa się bez udziału ciała, umysłu, czy też intelektu. Tu się odbywa wyłącznie koncentracja na danej idei, a w jej następstwie ukazują się, w wizji myślowej, przeróżne scenariusze i możliwości jej przejawienia.
Zatem na jakie przeszkody natrafia czysta idea? I dlaczego nie może przejawić się w całej swojej doskonałości? I jak być świadomym twórcą?

      Gdy w naszej głowie pojawia się zamysł, idea, natychmiast poprzez pragnienie, osobowość chce ją zastosować i przejawić w materii, posiadać w dotykalnej formie, po prostu zrealizować.
Tylko, że jeśli nie ma tej wewnętrznej harmonii i wewnętrznego spokoju, czystości umysłu, idea ta nie może odzwierciedlić się tak doskonale, jak widzimy ją w duchu, wewnętrznym okiem. Dlaczego? Bo umysł zaczyna interpretować impulsy wewnętrzne niewłaściwie. Poprzez nasze doświadczenia, uwarunkowania, opinie i osądy nie odbiera idei w czystej postaci i wykorzystuje ją w celach osobistych, na różne sposoby, nie zdając sobie sprawy z celu jej przejawienia się w materii. Nie będąc przebudzonym i nie rozumiejąc okoliczności, w których się znajduje doprowadza do porażek, bólu i cierpienia. Na przykład, w głowie miałam świetny tekst, tak mi się przynajmniej wydawało, ale już na kartce papieru nie oddawał tej wspaniałej treści, którą tak bardzo się cieszyłam. Co „okrasza” tą wspaniałą ideę, a właśnie wątpliwości i całe mnóstwo koncepcji jej przedstawienia. A może tak, a może jednak inaczej, a to chyba jest zbyt abstrakcyjne … etc … To samo dzieje się z malowaniem obrazu i z innymi rzeczami, które chcemy stworzyć.
Aż po wielu próbach i błędach przyjdzie uświadomienie i wydobędziemy z siebie to znane i dla wielu już bliskie słowo: eureka!

Ale jak ten proces właściwie wygląda?

      Proces realizacji idei odbywa się poprzez niewidzialną, ożywiającą siłę, silne odczucie pragnienia. Inaczej to ujmując odbywa się ruch pobudzający do działania.
I teraz, w zależności od jasności i precyzji, i z jaką determinacją utrzymuje się w umyśle, w takim stopniu rozpoczyna się proces twórczy. Przy pomocy myśli pojawiają się wyobrażenia, a umysł zaczyna budować formy myślowe. W chwili, gdy idea, już w formie myślowej, zostanie wypowiedziana – wypowiedziane słowo („.. a słowo ciałem się staje”) – w milczeniu, głośno, świadomie, czy nieświadomie, to wówczas manifestuje się w świecie materialnym. Ta forma idei zaczyna kierować świadomością i kontrolować wszystkie czynności, a co za tym idzie zaczyna kształtować i przyciągać okoliczności, ludzi, rzeczy i zdarzenia z nią związane. I te sytuacje, które się nam przydarzają, albo się nam podobają, albo nie. Zazwyczaj opanowuje nas zdziwienie i rozczarowanie, jak do tego doszło, że sprawy maja się tak, jak się mają. I z niedowierzaniem, usilnie próbujemy odnaleźć w swojej głowie przebieg zaistniałych zdarzeń i doszukiwać się ich przyczyn. Dobrze jest odkryć te przyczyny. Wiele mogą wyjaśnić. Pomagają wyciągnąć wnioski, nadać zdarzeniu odpowiednią wartość i wypełnić nas właściwą treścią, dzięki której wynosimy, to co jest niezbędne dla naszego rozwoju i ewolucji.
Dlatego też warto jest zmienić swoje podejście do okoliczności w jakich się znajdujemy.
Zacząć obserwować swoje myśli i emocje, reakcje, ale w tak zwanym „teraz”. Nie obciążać się przeszłością, z której to co mieliśmy wziąć już wzięliśmy. A „w teraz” dostajemy dokładnie to, co nam służy w tym, aby posuwać się jedynie do przodu i do przodu, przed siebie. Po co zawracać?!
Każdą kolejną chwilę, która nam się przydarza, zawsze „w teraz”, warto potraktować jako nową i świeżą, bez obciążania jej cechami przeszłych zdarzeń, wynikających jedynie z pamięci. Pamięć przeszkadza w rozumieniu i pojmowaniu. Jest przydatna, ale zupełnie w innym kontekście.
Jednak chcąc objąć umysłem, to co subtelne, raczej lepiej jest oglądać wszystko z lotu ptaka i nie przywiązywać się do nazw i znaczeń. Jeśli patrzymy na drzewo bez nazywania go drzewem, to przenikamy do sfery, gdzie nie ma słów, jesteśmy w czystej idei poznania, a myśl zamienia się w postrzeganie.

Monika Hebda

 

 

Czy potrafisz wypuścić ten świat z rąk? Nie być ani „za”, ani „przeciw”?

        Każda z dróg, którą w większości podąża obecnie świat dzieli nas na dwie połowy jabłka. Dla jednych część jest robaczywa, a druga jego część jest zjadliwa … i odwrotnie. A czy któraś z nich niesie za sobą upragnioną wolność, pokój, szczęście, radość? Ba (!), miłość? Gdzie się podziało, to rozumne serce, można rzec „salomonowe”?!

Czy rzeczywiście istnieją tylko dwie drogi?! A może żadna droga nie istnieje, to jedynie myśl, która jest nie tylko energią, ale i … czasem… myśl, która stwarza czas i zamiast nas zatrzymać, gna nas gdzieś, bez określonego celu… i znajdujemy się w kołowrocie zdarzeń…mniej lub bardziej dla nas przyjaznych…

Dokąd zmierzam i co chcę osiągnąć, skoro już nie jeden mędrzec rzecze nam od wieków, że to, czego szukamy już jest i nigdzie nie muszę iść.

Kim mam się stać? Archeologiem, pisarzem, poetą, malarzem, uzdrowicielem, oświeconym człowiekiem, etc… kim? …  a może mam zbudować nową cywilizacją?

To jest produkt uboczny tego, co mogę zrobić będąc tym, kim jestem i w zależności od tego kim/czym jestem, to osiągnę coś i coś monumentalnego zbuduję. I wreszcie, w zależności od tego kim jestem, taką wartość będzie miało to, co stworzę. Czy będą to rzeczy piękne, rzeczywiste i prawdziwe, czy też atrapy, ulotna iluzja, albo bańki mydlane.

A co jest pośrodku? Jestem wtedy w jedności i w zrozumieniu rzeczywistości?

I co oznacza ta jedność, tak szeroko rozpowszechniana pośród wielu znamienitych ust?

I jak nie utożsamiać się z żadną ze stron… uszanować role, które każdy na siebie wziął chcąc doświadczać na planie ziemskim naprawdę trudnych spraw… i jak utrzymać równowagę, rozwijać się i ewoluować indywidualnie, a przy tym być w tej jedności ze wszystkim co jest?

Otóż według mnie i mojego poznania nie osiągnie się takiego stanu umysłu i zrozumienia bez doznania harmonii w sobie i uświadomienia sobie, że osobowość jest jedynie wyrazem naszej prawdziwej istoty. Dopiero odczuwanie siebie, głębokie zrozumienie daje nam zarówno poczucie jedności, jak i jej pojmowanie. A w konsekwencji zgłębienie istoty rzeczy, z której to wynika, że ta indywidualność jest w rzeczy samej tylko złudzeniem.

Oczywiście jest to głębsza analiza samego siebie, bo nie obejdzie się bez wglądu i zajrzenia w najciemniejsze zakamarki naszej osobowości. Bo tylko tak można stanąć pośrodku i z czystym sercem i z czystym umysłem być w nieograniczonym polu swoich możliwości.

To jest część wiedzy, która jest mi potrzebna, żeby być, istnieć i czerpać z tego radość Życia. Ale też potrzebują wiedzieć, jak i w jaki sposób wszystko jest ze sobą powiązane i jak na siebie wpływa. I czy myśli, które zaprzątają moją głowę są naprawdę moje, czy rzeczywiście jestem sobą, czy nie przyjęłam czegoś od kogoś i tym sposobem nie mam czego dać światu od siebie. Bo cóż tam we mnie jest?!

A tam jest przecież cała wiedza… ta tajemnica, którą właśnie odkrywam… i każdy, kto poczuł impuls tej niepojętej przez intelekt nieograniczonej ani czasem ani przestrzenią inteligencji też już jest nią pochłonięty…

Ta wiedza nie wymaga niezliczonej ilości słów, a głębokiego zrozumienia.

Kiedyś, gdzieś… przeczytałam: „Im bardziej umysłowość ludzka wysilała się w wyrażaniu Mej Idei w słowach, tym większa i bardziej upokarzająca była jej klęska.”

… i cóż pozostaje?! … „wypuścić ten świat z rąk”?!…

Monika

Sześć Stron Świata – Samopoznanie

       Bogactwo, które każdy z nas nosi w sobie ma wiele nazw i znaczeń. A ta różnorodność w jakiś, można rzec, cudowny sposób sprowadza się do jednego Słowa, którego to znaczenie, zanim będzie wypowiedziane winno być odkryte, w pełni odczuwane i głęboko zrozumiane. Każde inne dziś wypowiedziane nie znajdzie oddźwięku, bo po prostu przez każdego jest inaczej odczytywane. Co jest oczywiście w porządku, bo na tym ta rzecz polega, żeby każdy sam doszedł do tego, dokąd w istocie zmierza.

Nie jest to rzecz łatwa, ale prosta w swoim zamyśle. Niestety tak już się to życie pokomplikowało, że doskonałej prostoty za nic nie można uchwycić. Tak przynajmniej by się wydawało. Bo „Zamysł”, tak dziś u mnie będzie brzmieć to Słowo, nie miał chyba w zamyśle, sprawiać wszystkim aż tyle kłopotu, żeby nie móc odgadnąć, czym należy się kierować w życiu, żeby owo Życie niosło nas do spokojnych wód oceanu.

            Jeszcze do nie tak dawna mniemałam, że praca nad sobą polega na doszukiwaniu się swoich słabości, błędów…etc. „Przerabianie” jakiś tematów…że to nie kończąca się, dość mecząca przygoda… Jednego życia by mi nie wystarczyło, żeby sprostać temu zadaniu, w tym pozbyciu się traum i wielu, wielu innych problemów. Radząc sobie z jedną rzeczą odczuwałam ulgę, a tu zaraz pojawiała się kolejna sprawa… Jednak najbardziej nieprzyjemnym doznaniem było wpadanie w pułapkę…widząc,  jaka to ja jestem okrutna, albo jaka jestem nieszczęśliwa i… tonęłam w wirze rwącej rzeki i chwytałam wystające konary drzew… i co się okazywało (?), że w rzeczywistości oba stany są jednym i tym samym, i mają taką samą przyczynę i takie samo podłoże. Użalające się ego i to samo ego zadające ból sobie i innym… A cierpienie (?), jak było, tak było i wcale nie znikało…

I w pewnym sensie warto dostrzec te rzeczy w sobie, ale zupełnie z innej perspektywy. Spojrzeć też na całość swojego istnienia zupełnie innymi „oczyma” – wewnętrznym przenikliwym wzrokiem.  Nie przeczę, że takie podejście nie niesie za sobą bolesnych przeżyć. Niestety zrzucanie z siebie tak wielkiego ciężaru nie jest pozbawione bólu, ale jego zrozumienie i wzniesienie się ponad osobiste dążenia, osądy i egotyczne rozumowanie na zawsze może oddalić od nas owo cierpienie.

            Pierwszy krok, jaki warto zrobić, żeby zrozumieć siebie, to zaakceptować, czy też pogodzić się z tym co było i jest, bo tego nie da się już zmienić, ale… można odwrócić bieg zdarzeń i poprzez przemianę wewnętrzną odkryć, że ja tym wszystkim nie jestem i nie chcę już być. Pogodzenie się pozwala dostrzec przyczynę, dzięki której można wznieść się ponad te czarne chmury.

Jeśli całe moje dotychczasowe życie pozornie się układało, albo wręcz potęgowało porażkę za porażką, to co w istocie mogło być tego powodem?

 A tu można posłużyć się myślą i jej malowniczym obrazem. Czy rzeczy, sprawy, zdarzenia, ludzie, o których myślę nie wyglądają tak, ponieważ ja tak o nich myślałam i myślę?!

Owszem zostałam skrzywdzona, wielokrotnie, boleśnie, ale czy to nie ja przyciągnęłam tych ludzi i te zdarzenia?! Czym się kierowałam? Strachem? Chęcią przetrwania? Wygodą? Samotnością? Poszukiwaniem miłości? Czy też jakąś inną emocją?

Moja postawa wobec siebie i innych wiele może nam wyjaśnić…

Może warto spojrzeć na siebie bez poczucia winy, bez względu na okoliczności, z pokorą i wyrozumiałością, życzliwością, bez wytykania sobie błędów, a ze stwierdzeniem, że to wszystko po prostu jest jakie jest. To jest zdrada, to jest nienawiść, to jest smutek, to jest strach… bez oceniania siebie i innych, to jest jakie jest. A wydarza się, bo ma się wydarzyć, bo była tego przyczyna i jest i skutek…

Ale też pamiętajmy, że jest w nas takie miejsce, gdzie jesteśmy w pełni zaakceptowani, ze swoimi błędami, nawykami i uwarunkowaniami, ze wszystkim co jest w nas, a nie jest nami. I jeśli to odkryjemy w sobie, a tak naprawdę odczujemy, to poznamy rzeczywistość rzeczy… I nie dostrzeżmy już ani w sobie ani w drugim człowieku jego wad, a jedynie jego prawdziwą istotę. Wówczas nie pozostaje nic innego, jak jedynie wybór. Kim chce być i czym chcę się kierować w życiu… i z tym nurtem płynąć dalej, przed siebie.

            Świat jest tak urządzony, że nieustannie nas uczy, rozwija i uzdrawia. Uzdrawia nas głównie przez nasze relacje. Zaglądając w głąb siebie najpierw napotykamy jakieś bariery, blokady, wewnętrzne konflikty. Ludzie, których spotykamy zwykle pokazują nam co jest w nas, a nie w nich. I jak zaczniesz słuchać, usłyszysz. Nie zdradzaj siebie. Pogódź się ze sobą. Zadbaj o siebie. Żal do innych, to żal do samego siebie. Oddaj się Życiu i odpuść, a ujrzysz krainę mlekiem i miodem płynącą.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy kryształem, rozświetlonym w sześciu kierunkach świata.

Na górze, to jedność z Universum, na dole z tym co jest obecnie w naszym życiu i ci, którym przekazujemy wiedzę i doświadczenie. Z każdej strony, lewej i prawej, z przodu i z tyłu są sytuacje i ludzie, których spotkaliśmy w przeszłości i spotykamy dziś. W rzeczywistości wszyscy byli naszymi nauczycielami, a my ich.  A pogodzenie się ze wszystkim w teraz, w głębi naszego serca, daje nam niezwykłą mądrość zrozumienia sensu naszego istnienia.

Uzdrawiając relacje szlifujemy ten diament, którym w istocie jesteśmy. Warunki, w których przyszło nam szlifować diament nie są łatwe, ale wyboru  dokonaliśmy i dokonujemy my sami…

 

A teraz przyszedł czas, aby wznieść się do miejsca, od którego wszystko się zaczęło…do miejsca głęboko ukrytego w nas samych…ale tylko rozumne serce poszukujące wiedzy może tam wejść…

cdn.

Monika

O Życiu

            Nie znam całej książki, ale wśród swoich notatek, znalazłam maleńki, ale jakże cenny jej fragment, który dawno temu zainspirował mnie do… poszukiwań. Czego poszukiwałam? Prawdy! A oto i on:

            „Słońce rozświetlało jaskrawo przeciwległy mur, a odblask był tak silny, że twarze obecnych w pokoju – przez kontrast – zdawały się szare. Mała dziewczynka zbliżyła się do mnie, bez żadnej ze strony matki zachęty, usiadła bliziutko i rozglądała się szeroko otwartymi oczkami, jakby dziwiła się co takie zgromadzenie ma znaczyć. Była czyściutka, ładnie ubrana, z kwiatami we włosach. Przyglądała się wszystkim wokoło bacznie i ciekawie, bez zapamiętywania, jak to dzieci zwykły czynić. Oczki miała żywe, błyszczące ciekawością, ale niezbyt wiedziała co ma w tej chwili robić – śmiać się czy bawić, skakać czy też wykrzykiwać. Wreszcie wzięła moją rękę i zaczęła przyglądać się jej z najwyższym zainteresowaniem, a za chwilę – nie zwracając najmniejszej uwagi na zgromadzone w pokoju osoby – usadowiła się wygodnie na dywanie i usnęła z głową na moich kolanach. Główkę miała kształtną, o szlachetnych harmonijnych liniach, a cała osóbka aż pachniała schludnością.
Przyszłość jej była tak samo niepewna i smutna, jak innych obecnych w tym pokoju osób. Czekały ją rozterki, troski, ból, było to równie nieuniknione jak te blaski słońca na murze, bo wszak na to aby od bólu i trosk być wolnym, potrzeba najwyższej inteligencji, a zarówno wychowanie dziewczynki jak i wszystkie otaczające ją wpływy sprzysięgną się na pewno, aby do rozwoju tej inteligencji nie dopuścić.” (…)  Jiddu Krishnamurtii „Uwagi o Życiu”, tom I, rozdział 52, Zazdrość.

            Każdego ranka budzimy się ze snu, mniej lub bardziej spokojnego. Są wśród nas tacy, którzy budzą się z szerokim uśmiechem, nawet pomimo trosk. Ale w przeważającej większości są tacy, dla których nowy dzień wcale nie zwiastuje słonecznej pogody… Jedni żyją nadzieją, że wszystko się ułoży, inni zaś wciąż się zamartwiają i ciągle im pada deszcz na głowę, wieje wiatr i przechodzą tornada, słychać grzmoty i błyskawice. I trwają w tym… a przecież po burzy zawsze pojawia się błękitne i czyste niebo…czyżby tylko na chwilę… ?! Czy w jednym i w drugim przypadku nie żyjemy złudzeniami, oczekując jakiejś zmiany, która odmieni nasz los, licząc zwykle na kogoś lub coś, dzięki czemu się to dokona? Żyjąc w takiej iluzji raczej nie uda się sięgnąć gwiazd. Żyjemy w kole nadziei, pragnień i oczekiwań. Czy coś się zmienia? Otóż nie…wchodząc głębiej w to zagadnie, niestety nie…
Jak zatem dostrzec i poczuć, to „błękitne niebo”? Jak zanurzyć się w bezkres tego błękitnego oceanu, poczuć, to szczęście i radość, którymi w istocie jesteśmy?
Czy ludzkość w ogóle może być szczęśliwa?! Tak. Sekret tkwi w sposobie myślenia, w uświadomieniu sobie kim się jest i po co się tu jest. Poczucie świadomej jedności z tą częścią nas, która jest Życiem, bez której ja i Ty nie moglibyśmy istnieć, jest tym, za czym, wbrew pozorom,  najbardziej tęsknimy i czego tak najbardziej potrzebujemy – (…) „potrzeba najwyższej inteligencji” (…)

Monika

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.